Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter i Przeklęte Dziecko recenzja. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Harry Potter i Przeklęte Dziecko recenzja. Pokaż wszystkie posty

piątek, 2 grudnia 2016

Harry Potter i Przeklęte Dziecko — czyli "Harry obudził się w komórce pod schodami"

!UWAGA!
Jeżeli jesteś przypadkowym człowieczkiem, który jeszcze nie miał okazji przeczytać "Harry'ego Pottera i Przeklętego Dziecka", a jedynie szuka informacji na ten temat w sieci - natychmiast się stąd teleportuj! A kysz, Drętwota, sio! No chyba, że chcecie mieć spojlery...
   Nie, Wasz wzrok się nie myli. Nie jest to jednak prolog, nowy rozdział, ani kolejna, zapowiedziana przeze mnie zakładka... Jest to Post-Niespodzianka, który wystosowałam w dwóch celach... no dobrze, może w trzech. Po pierwsze: pragnę zwrócić uwagę swoich czytelników, którzy jeszcze nie zauważyli, na "Caput Draconis", które już się pojawiło. Po drugie: już od dawna zbierała się we mnie chęć, na publiczne zjechanie "Przeklętego Dziecka" xD A po trzecie: chcę poznać również i Wasze opinie, oraz pobudzić Was do jakiejś dyskusji... być może. Tylko pamiętajcie - kamienna twarz, zero emocji i komentujcie bez niepotrzebnych spin, bo wiem, że mimo wszystko jest to dosyć... cóż, napięty temat.


A wtajemniczonych zapraszam do (wspólnych) rozważań :)


   Tak jak pewna moja czytelniczka (tak Alister, o Tobie mowa!) dowiedziała się z tego bloga, że Teddy Lupin według J.K.Rowling jest puchonem, tak też ja dopiero od niej dowiedziałam się o "Harrym Potterze i Przeklętym Dziecku", jednak mimo, że jestem (a przynajmniej uważam się) za jednego z najbardziej maniakalnych osobników gatunku Potterhead, ta informacja mile mnie zaskoczyła, to prawda, aczkolwiek nie obserwowałam żadnych newsów na ten temat. Przede wszystkim: jest 7 książek, które są dla mnie równoznaczne z księgami składającymi się na Biblię i nie wydawało mi się, by tekst do sztuki mógłby się do nich zaliczyć. Po drugie, wyjście "Przeklętego Dziecka" wiązało się dla mnie z lekkim stresem, jako autorki Potterowego fanfiction, związanym głównie z obawami, że Rowling nagle wyskoczy z czymś, co zburzy moje mniemanie, że tworzę coś w miarę niekłócącego się z kanonem. Cóż ona może wysmażyć? - zastanawiałam się. Czy zamierza napisać ósmą część, zaczynającą się od słów "Harry obudził się w komórce pod schodami. To wszystko był sen"?! Potem jednak jakoś o tym zapomniałam i nie żywiłam w związku z tą kwestią zbyt wielkich emocji.


   Miałam raz okazję podyskutować z moją znajomą, równie świrowatą Potterheadką (którą pozdrawiam, choć wątpię, czy kiedykolwiek to przeczyta :')), na jakże istotny temat, dotyczący klasyfikacji "Przeklętego Dziecka". Otóż czy to "Dziecko" zalicza się do cyklu, czy do kanonu? Dyskusja była dosyć ciekawa, jako że przeprowadzały ją między sobą dwie urodzone krukonki, w końcu jednak zgodnie stwierdziłyśmy, że owszem, "Przeklęte Dziecko" wlicza się w kanon, ale do cyklu nie należy - nie jest to ósma część, głównie dlatego, że nawet nie jest to powieść! A tu jak za rzuceniem złego zaklęcia, nagle wszyscy zakrzyknęli,  że "Przeklęty Bachor" jest ósmą częścią... Przepraszam bardzo, ale polemizowałabym!


Niestety po przeczytaniu tej jakże zacnej lektury, byłam zmuszona wycofać się również ze stwierdzenia, że sztuka ta zalicza się do kanonu.

Ale jak to się w ogóle stało, że "Przeklęta Dziecina" trafiła w moje ręce...?

Przyznam się szczerze, że nie zamierzałam z początku kupować scenariusza sztuki. Nawet nie wiedziałam, kiedy dokładnie jest premiera książki i właściwie zorientowałam się o niej dopiero, gdy nastał jej nieszczęsny dzień. Zbyt jednak byłam zajęta oglądaniem "Próby Ognia" (xD), żeby się tym przejmować. Na drugi dzień był dzień jak co dzień, gdy nagle na Instagramie, zobaczyłam to - przepiękne zdjęcie, opromienionego blaskiem chwały żółtego egzemplarza "Harry'ego Pottera i Przeklętego Dziecka" - i to fotografia autorstwa mojej znajomej krukonki, z którą główkowałam nad tajemnicą tej sztuki! I wtedy odbiła mi potterowa szajba i nagle, choć jeszcze parę chwil temu było mi to zupełnie obojętne - opętała mnie szalona chęć natychmiastowego zakupienia tego jakże cennego artefaktu. Ponieważ jednak było już zbyt późno, zrobiłam to następnego dnia - od razu po szkole popędziłam do najbliższej galerii handlowej, wpadłam natychmiast do empiku, szybko porwałam "Przeklęte Dziecko", zapłaciłam (a jakże), wsiadłam w tramwaj i tak oto dumna z siebie powróciłam do domu... Całą sztukę przeczytałam jeszcze tego samego dnia.

Na początku czytałam z tym radosnym podnieceniem, wiecie, czymś w stylu "Ojejku, Albus, ojejku, Scorpius, ojejku, Harry, Ron, Hermiona, Ginny..."!

Potem czytałam w sposób "Hmmm, ciekawe"...
 
Następnie nadszedł czas na pierwsze "wtf" - mniej więcej wtedy, kiedy Albus i Scorpius znaleźli się na dachu Ekspresu Hogwart, a staruszka z wózkiem postanowiła zamienić swoje ręce w dwa szpikulce...

No a potem to już poleciało.

Najpierw pojawiło się dziwne uczucie, potem to uczucie zaczęło zmieniać się stopniowo w coraz większe niedowierzanie, aż w końcu przeobraziło się w jedno wielkie "NA BRODĘ MERLINA, CO TO JEST"?!

Może wyszczególnię w tym miejscu rzeczy, które szczególnie nie dają mi spokoju.
 
 ☆ Tytuł. "Harry Potter i Przeklęte Dziecko". Sztuka o synu Harry'ego Pottera nazywa się "Harry Potter"... Czy mi się zdaje, czy ma to tylko przyciągnąć tłumy fanów...?

 ☆ Opis. "Ósma historia, dziewiętnaście lat później"... No, piękna reklama, gratuluję. "Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia" - niby prawda, ale "Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości"? Serio? Tak btw, ten cały wątek z żalem Harry'ego z powodu śmierci Cedrika... No błagam, przecież chyba miał dość czasu, aby zrozumieć, że to nie była jego wina.

 ☆ Relacja Albusa i Harry'ego. W "Dziewiętnaście lat później" jawi się jako bardzo dobra, a tutaj nagle się okazuje, że jest nieźle popieprzona. Niby trzeba było o czymś napisać, ale to było przykre i... rozczarowujące.

 ☆ Albus ślizgonem. Wszystko fajnie i w ogóle, ale to było tak cholernie do przewidzenia...! I na dodatek wyraźnie zrobione "pod fandom"...

 ☆ Draco i Astoria, którzy nie mogli mieć dzieci i dlatego odesłali Astorię zmieniaczem czasu, aby Voldemort zrobił jej Scorpiusa! To miała być plotka... Ale jaka niesmaczna i... dziwaczna! A Harry jeszcze w nią uwierzył! Tak w ogóle, jeżeli chodzi o kwestię Voldemorta jako ojca... Uch, jeszcze do tego wrócimy!!!

 ☆ Pani z wózkiem... ale o tym już wspominałam.

 ☆ Ach, prawie bym zapomniała! KOCYK HARRY'EGO! To na swój sposób słodkie i w ogóle, że niby Petunia miała zatrzymać kocyk po Lily, a po jej śmierci Dudley wysłał go Harry'emu... szkoda tylko, że to dosyć niedorzeczne xD

 ☆ BOLĄCA BLIZNA HARRY'EGO! TO NIE MIAŁO PRAWA SIĘ WYDARZYĆ! To mnie chyba najbardziej wkurzyło...! Niby się zgadza, bo wydarzyło się to dwadzieścia dwa lata od śmierci Voldemorta, a cykl kończył się na "Dziewiętnaście lat później", gdzie jest stwierdzenie, że "blizna nie zabolała go ani razu" - ale na miłość boską, ta blizna nie jest już horkruksem do cholery! NIE MA PRAWA BOLEĆ!
   (I to jeszcze z powodu jakiejś debilnej Delphi...)

 ☆ Albus Severus całujący własną ciotkę pod postacią jej męża. "Zróbmy sobie jeszcze jedno dziecko"... Fe, Albus, fe!

 ☆ Harry jako surowy rodzic, który wykorzystuje Mapę Huncwotów, aby pilnować, by Scorpius i Albus się ze sobą nie zadawali... i jeszcze te groźby, że kiedy ich przyłapie razem, to rzuci na nich Zaklęcie Podsłuchujące! I jeszcze grozi Minerwie sankcjami wobec szkoły! A przecież kto najbardziej ceni sobie przyjaźń? On sam! Coś tu nie gra, Harry!

 ☆ Dziwne skutki zmian w przeszłości... na przykład to, że Cedrik po przegranej w Turnieju został śmierciożercą, albo że tylko przez Bal Bożonarodzeniowy Ron i Hermiona się w sobie zakochali...........?

 ☆ Draco, otwarcie przyznający się do tego, że zazdrościł Złotej Trójce... "Kim jesteś i co zrobiłeś z Draconem Malfoy'em"?!

 ☆ Święto Voldemorta... i cała ta wizja mrocznego świata xD Jest bardziej groteskowa niż straszna, ale może tak miało być...?

 ☆ Snape... Snape. Tam był Snape. SNAPE!

 ☆ Cedrik zabił Neville'a! Ja pitolę!

 ☆ Dementorzy wyssali dusze z Rona, Hermiony i Snape'a... Ale zabawa...

 ☆ Tak, tak... "Gdy niepotrzebni ocaleją, gdy czas się zmieni, gdy niewidoczne dzieci zamordują ojców swych - wówczas Czarny Pan powróci"... blablablabla...

 ☆ I nadszedł czas na najgorsze. Voldemort ma córkę. ON MA PRZEKLĘTE DZIECKO! Spłodził je z Bellatriks w dworze Malfoy'ów. Czy to są jakieś smocze jaja?!
Zatrzymajmy się przy tym na chwilę. Voldemort, nie był zdolny do okazania skruchy. Prawda? Prawda. Voldemort, nie był zdolny do współczucia, do jakichkolwiek pozytywnych uczuć. Prawda! Nawet śmiać się z wesołością nie potrafił! Voldemort nie był zdolny do miłości w żadnej postaci - czy to uczuciowej, czy to fizycznej!
Bellatriks żywiła do niego uwielbienie ze względu na jego okrucieństwo i potęgę, ale nie mogło być tu mowy o miłości! A szczerze mówiąc, po swoim odrodzeniu nie był już tak przystojny, jak niegdyś... Nie miał nosa. Ani włosów. Bellatriks musiałaby być mega zboczona (albo Rudolf wyjątkowo nieudolny), jeżeli chciałaby z Voldim... no wiecie.

☆ No właśnie. W Harrym Potterze jakiekolwiek kwestie dotyczące seksualności były tematem tabu. Możemy się tylko domyślać, na czym mogły polegać "upojne chwile Harry'ego spędzone z Ginny na błoniach"... A w "Przeklętym Dziecku" wciąż się to pojawia. Kwestie spładzania dzieci i tak dalej... Czyżby to świadczyło o tym, jaki właściwie wkład miała Rowling w ten scenariusz...?

☆ Wyrzuty Harry'ego do portretu Dumbledore'a... "Nie potrzebuję pana"... "Już wtedy chronił pan tylko siebie"... "Nie było pana, kiedy to miało znaczenie"... "Walczyłem z nim trzy razy bez pana"... A potem wyznają sobie miłość!... Harry, po tylu latach kłócisz się z portretem...

☆ Harry transmutował się w Voldemorta... Ja pitolę x2

☆ A w sumie, tyle ciekawych rzeczy dowiadujemy się z "Przeklętego Dziecka" o samym Harrym. Że to on zajmuje się w domu gotowaniem, że boi się ciemności, nie lubi ciasnych miejsc i gołębi... A, no i ma ten nieszczęsny kocyk. To chyba najciekawsze rzeczy w całej tej sztuce.

☆ Hahahaha, Delphi zrujnuje cały świat! Ale zabawa!

   Wiecie co Wam powiem? Czytając "Przeklęte Dziecko" można się nieźle ubawić, czy to w pozytywnym, czy też negatywnym sensie - to fakt!

   Zainteresowana genezą utworu, postanowiłam głębiej pogrzebać na ten temat. Poszperałam trochę na Pottermore i o ile dobrze zrozumiałam angielski, nigdzie nie ma bezpośredniej wzmianki o tym, jaki właściwie Rowling miała wkład w powstanie tego dzieła. Wszędzie jest tylko napisane: "Na podstawie oryginalnej opowieści J.K.Rowling"... "we współpracy z J.K.Rowling"... Jednak jako autor scenariusza wszędzie figuruje Jack Thorne. Czyli rozumiem przez to, że Jack Thorne pogadał sobie trochę z Rowling, jakby to super było wystawić HP na scenie, po czym sam napisał ten scenariusz...?

Jeżeli ktoś posiada jakiekolwiek informacje na ten temat, niech ujawni je pod tym postem, bo przyznam się, że jestem szczególnie zaintrygowana tym sekretem sztuki "Harry Potter i Przeklęte Dziecko".

Jeżeli chodzi o przeznaczenie historii do wystawienia w teatrze, uważam, że mogłoby być to ciekawe i na pewno dostarczyłoby wielu wrażeń, jeżeli chodzi o efekty wizualne. Zaczarowana biblioteka Hermiony, podróże zmieniaczem czasu, dementorzy i zaklęcia, to wszystko musi składać się na całkiem niezłe widowisko, a przynajmniej tak to sobie wyobrażam. Nie powiem, że sztuka jest całkiem beznadziejna, niby przekazuje jakieś głębsze wartości i składa się na historię z dobrym morałem, aczkolwiek jest to zbyt fanfickowa opowieść, abym uznała ją za kanon... Zwłaszcza, że mam wątpliwości, co do jej autorstwa, a po wtóre, to nie jest powieść. To jest dramat, sztuka, dodatek. Można to czytać jako tragikomedię bazowaną na HP, ale nie jako coś, co należy do historii, ani tym bardziej ósmą część.

A Wy co o tym sądzicie? Co Wy wyłapaliście w "Przeklętym Dziecku" i jakie macie do tego uwagi? Albo jak chcecie, dla odmiany możemy popisać o pozytywnych rzeczach w tej sztuce... No chyba, że nie macie do napisania nic pozytywnego xD

Na koniec kilka spraw do czytelników: komentujcie, bo jak na razie są tu chyba tylko trzy osoby, a po dwóch latach prowadzenia bloga chyba mogłabym oczekiwać czegoś więcej... Po prostu sprawcie wrażenie, że rzeczywiście chcecie, by prolog pojawił się szybciej. Taka mała prośbeczka...
Po drugie: będzie nowy szablon, z czego niezmiernie się cieszę!
Po trzecie: od pierwszego rozdziału drugiej części dzieli nas jeszcze jedna zakładka, "Pokój Życzeń" która pojawi się już niedługo... Pod warunkiem, że dostatecznie dużo komentarzy pojawi się pod wcześniejszą zakładką i tym postem, rzecz jasna. I to by chyba było na tyle.

Piszcie, moje Przeklęte Dzieci!

Z pozdrowieniami ~ Tita