piątek, 2 grudnia 2016

Harry Potter i Przeklęte Dziecko — czyli "Harry obudził się w komórce pod schodami"

!UWAGA!
Jeżeli jesteś przypadkowym człowieczkiem, który jeszcze nie miał okazji przeczytać "Harry'ego Pottera i Przeklętego Dziecka", a jedynie szuka informacji na ten temat w sieci - natychmiast się stąd teleportuj! A kysz, Drętwota, sio! No chyba, że chcecie mieć spojlery...
   Nie, Wasz wzrok się nie myli. Nie jest to jednak prolog, nowy rozdział, ani kolejna, zapowiedziana przeze mnie zakładka... Jest to Post-Niespodzianka, który wystosowałam w dwóch celach... no dobrze, może w trzech. Po pierwsze: pragnę zwrócić uwagę swoich czytelników, którzy jeszcze nie zauważyli, na "Caput Draconis", które już się pojawiło. Po drugie: już od dawna zbierała się we mnie chęć, na publiczne zjechanie "Przeklętego Dziecka" xD A po trzecie: chcę poznać również i Wasze opinie, oraz pobudzić Was do jakiejś dyskusji... być może. Tylko pamiętajcie - kamienna twarz, zero emocji i komentujcie bez niepotrzebnych spin, bo wiem, że mimo wszystko jest to dosyć... cóż, napięty temat.


A wtajemniczonych zapraszam do (wspólnych) rozważań :)


   Tak jak pewna moja czytelniczka (tak Alister, o Tobie mowa!) dowiedziała się z tego bloga, że Teddy Lupin według J.K.Rowling jest puchonem, tak też ja dopiero od niej dowiedziałam się o "Harrym Potterze i Przeklętym Dziecku", jednak mimo, że jestem (a przynajmniej uważam się) za jednego z najbardziej maniakalnych osobników gatunku Potterhead, ta informacja mile mnie zaskoczyła, to prawda, aczkolwiek nie obserwowałam żadnych newsów na ten temat. Przede wszystkim: jest 7 książek, które są dla mnie równoznaczne z księgami składającymi się na Biblię i nie wydawało mi się, by tekst do sztuki mógłby się do nich zaliczyć. Po drugie, wyjście "Przeklętego Dziecka" wiązało się dla mnie z lekkim stresem, jako autorki Potterowego fanfiction, związanym głównie z obawami, że Rowling nagle wyskoczy z czymś, co zburzy moje mniemanie, że tworzę coś w miarę niekłócącego się z kanonem. Cóż ona może wysmażyć? - zastanawiałam się. Czy zamierza napisać ósmą część, zaczynającą się od słów "Harry obudził się w komórce pod schodami. To wszystko był sen"?! Potem jednak jakoś o tym zapomniałam i nie żywiłam w związku z tą kwestią zbyt wielkich emocji.


   Miałam raz okazję podyskutować z moją znajomą, równie świrowatą Potterheadką (którą pozdrawiam, choć wątpię, czy kiedykolwiek to przeczyta :')), na jakże istotny temat, dotyczący klasyfikacji "Przeklętego Dziecka". Otóż czy to "Dziecko" zalicza się do cyklu, czy do kanonu? Dyskusja była dosyć ciekawa, jako że przeprowadzały ją między sobą dwie urodzone krukonki, w końcu jednak zgodnie stwierdziłyśmy, że owszem, "Przeklęte Dziecko" wlicza się w kanon, ale do cyklu nie należy - nie jest to ósma część, głównie dlatego, że nawet nie jest to powieść! A tu jak za rzuceniem złego zaklęcia, nagle wszyscy zakrzyknęli,  że "Przeklęty Bachor" jest ósmą częścią... Przepraszam bardzo, ale polemizowałabym!


Niestety po przeczytaniu tej jakże zacnej lektury, byłam zmuszona wycofać się również ze stwierdzenia, że sztuka ta zalicza się do kanonu.

Ale jak to się w ogóle stało, że "Przeklęta Dziecina" trafiła w moje ręce...?

Przyznam się szczerze, że nie zamierzałam z początku kupować scenariusza sztuki. Nawet nie wiedziałam, kiedy dokładnie jest premiera książki i właściwie zorientowałam się o niej dopiero, gdy nastał jej nieszczęsny dzień. Zbyt jednak byłam zajęta oglądaniem "Próby Ognia" (xD), żeby się tym przejmować. Na drugi dzień był dzień jak co dzień, gdy nagle na Instagramie, zobaczyłam to - przepiękne zdjęcie, opromienionego blaskiem chwały żółtego egzemplarza "Harry'ego Pottera i Przeklętego Dziecka" - i to fotografia autorstwa mojej znajomej krukonki, z którą główkowałam nad tajemnicą tej sztuki! I wtedy odbiła mi potterowa szajba i nagle, choć jeszcze parę chwil temu było mi to zupełnie obojętne - opętała mnie szalona chęć natychmiastowego zakupienia tego jakże cennego artefaktu. Ponieważ jednak było już zbyt późno, zrobiłam to następnego dnia - od razu po szkole popędziłam do najbliższej galerii handlowej, wpadłam natychmiast do empiku, szybko porwałam "Przeklęte Dziecko", zapłaciłam (a jakże), wsiadłam w tramwaj i tak oto dumna z siebie powróciłam do domu... Całą sztukę przeczytałam jeszcze tego samego dnia.

Na początku czytałam z tym radosnym podnieceniem, wiecie, czymś w stylu "Ojejku, Albus, ojejku, Scorpius, ojejku, Harry, Ron, Hermiona, Ginny..."!

Potem czytałam w sposób "Hmmm, ciekawe"...
 
Następnie nadszedł czas na pierwsze "wtf" - mniej więcej wtedy, kiedy Albus i Scorpius znaleźli się na dachu Ekspresu Hogwart, a staruszka z wózkiem postanowiła zamienić swoje ręce w dwa szpikulce...

No a potem to już poleciało.

Najpierw pojawiło się dziwne uczucie, potem to uczucie zaczęło zmieniać się stopniowo w coraz większe niedowierzanie, aż w końcu przeobraziło się w jedno wielkie "NA BRODĘ MERLINA, CO TO JEST"?!

Może wyszczególnię w tym miejscu rzeczy, które szczególnie nie dają mi spokoju.
 
  Tytuł. "Harry Potter i Przeklęte Dziecko". Sztuka o synu Harry'ego Pottera nazywa się "Harry Potter"... Czy mi się zdaje, czy ma to tylko przyciągnąć tłumy fanów...?

  Opis. "Ósma historia, dziewiętnaście lat później"... No, piękna reklama, gratuluję. "Harry Potter nigdy nie miał łatwego życia" - niby prawda, ale "Harry zmaga się z natrętnie powracającymi widmami przeszłości"? Serio? Tak btw, ten cały wątek z żalem Harry'ego z powodu śmierci Cedrika... No błagam, przecież chyba miał dość czasu, aby zrozumieć, że to nie była jego wina.

  Relacja Albusa i Harry'ego. W "Dziewiętnaście lat później" jawi się jako bardzo dobra, a tutaj nagle się okazuje, że jest nieźle popieprzona. Niby trzeba było o czymś napisać, ale to było przykre i... rozczarowujące.

  Albus ślizgonem. Wszystko fajnie i w ogóle, ale to było tak cholernie do przewidzenia...! I na dodatek wyraźnie zrobione "pod fandom"...

  Draco i Astoria, którzy nie mogli mieć dzieci i dlatego odesłali Astorię zmieniaczem czasu, aby Voldemort zrobił jej Scorpiusa! To miała być plotka... Ale jaka niesmaczna i... dziwaczna! A Harry jeszcze w nią uwierzył! Tak w ogóle, jeżeli chodzi o kwestię Voldemorta jako ojca... Uch, jeszcze do tego wrócimy!!!

  Pani z wózkiem... ale o tym już wspominałam.

  Ach, prawie bym zapomniała! KOCYK HARRY'EGO! To na swój sposób słodkie i w ogóle, że niby Petunia miała zatrzymać kocyk po Lily, a po jej śmierci Dudley wysłał go Harry'emu... szkoda tylko, że to dosyć niedorzeczne xD

  BOLĄCA BLIZNA HARRY'EGO! TO NIE MIAŁO PRAWA SIĘ WYDARZYĆ! To mnie chyba najbardziej wkurzyło...! Niby się zgadza, bo wydarzyło się to dwadzieścia dwa lata od śmierci Voldemorta, a cykl kończył się na "Dziewiętnaście lat później", gdzie jest stwierdzenie, że "blizna nie zabolała go ani razu" - ale na miłość boską, ta blizna nie jest już horkruksem do cholery! NIE MA PRAWA BOLEĆ!
   (I to jeszcze z powodu jakiejś debilnej Delphi...)

  Albus Severus całujący własną ciotkę pod postacią jej męża. "Zróbmy sobie jeszcze jedno dziecko"... Fe, Albus, fe!

  Harry jako surowy rodzic, który wykorzystuje Mapę Huncwotów, aby pilnować, by Scorpius i Albus się ze sobą nie zadawali... i jeszcze te groźby, że kiedy ich przyłapie razem, to rzuci na nich Zaklęcie Podsłuchujące! I jeszcze grozi Minerwie sankcjami wobec szkoły! A przecież kto najbardziej ceni sobie przyjaźń? On sam! Coś tu nie gra, Harry!

  Dziwne skutki zmian w przeszłości... na przykład to, że Cedrik po przegranej w Turnieju został śmierciożercą, albo że tylko przez Bal Bożonarodzeniowy Ron i Hermiona się w sobie zakochali...........?

  Draco, otwarcie przyznający się do tego, że zazdrościł Złotej Trójce... "Kim jesteś i co zrobiłeś z Draconem Malfoy'em"?!

  Święto Voldemorta... i cała ta wizja mrocznego świata xD Jest bardziej groteskowa niż straszna, ale może tak miało być...?

  Snape... Snape. Tam był Snape. SNAPE!

  Cedrik zabił Neville'a! Ja pitolę!

  Dementorzy wyssali dusze z Rona, Hermiony i Snape'a... Ale zabawa...

  Tak, tak... "Gdy niepotrzebni ocaleją, gdy czas się zmieni, gdy niewidoczne dzieci zamordują ojców swych - wówczas Czarny Pan powróci"... blablablabla...

  I nadszedł czas na najgorsze. Voldemort ma córkę. ON MA PRZEKLĘTE DZIECKO! Spłodził je z Bellatriks w dworze Malfoy'ów. Czy to są jakieś smocze jaja?!
Zatrzymajmy się przy tym na chwilę. Voldemort, nie był zdolny do okazania skruchy. Prawda? Prawda. Voldemort, nie był zdolny do współczucia, do jakichkolwiek pozytywnych uczuć. Prawda! Nawet śmiać się z wesołością nie potrafił! Voldemort nie był zdolny do miłości w żadnej postaci - czy to uczuciowej, czy to fizycznej!
Bellatriks żywiła do niego uwielbienie ze względu na jego okrucieństwo i potęgę, ale nie mogło być tu mowy o miłości! A szczerze mówiąc, po swoim odrodzeniu nie był już tak przystojny, jak niegdyś... Nie miał nosa. Ani włosów. Bellatriks musiałaby być mega zboczona (albo Rudolf wyjątkowo nieudolny), jeżeli chciałaby z Voldim... no wiecie.

No właśnie. W Harrym Potterze jakiekolwiek kwestie dotyczące seksualności były tematem tabu. Możemy się tylko domyślać, na czym mogły polegać "upojne chwile Harry'ego spędzone z Ginny na błoniach"... A w "Przeklętym Dziecku" wciąż się to pojawia. Kwestie spładzania dzieci i tak dalej... Czyżby to świadczyło o tym, jaki właściwie wkład miała Rowling w ten scenariusz...?

Wyrzuty Harry'ego do portretu Dumbledore'a... "Nie potrzebuję pana"... "Już wtedy chronił pan tylko siebie"... "Nie było pana, kiedy to miało znaczenie"... "Walczyłem z nim trzy razy bez pana"... A potem wyznają sobie miłość!... Harry, po tylu latach kłócisz się z portretem...

Harry transmutował się w Voldemorta... Ja pitolę x2

A w sumie, tyle ciekawych rzeczy dowiadujemy się z "Przeklętego Dziecka" o samym Harrym. Że to on zajmuje się w domu gotowaniem, że boi się ciemności, nie lubi ciasnych miejsc i gołębi... A, no i ma ten nieszczęsny kocyk. To chyba najciekawsze rzeczy w całej tej sztuce.

Hahahaha, Delphi zrujnuje cały świat! Ale zabawa!

   Wiecie co Wam powiem? Czytając "Przeklęte Dziecko" można się nieźle ubawić, czy to w pozytywnym, czy też negatywnym sensie - to fakt!

   Zainteresowana genezą utworu, postanowiłam głębiej pogrzebać na ten temat. Poszperałam trochę na Pottermore i o ile dobrze zrozumiałam angielski, nigdzie nie ma bezpośredniej wzmianki o tym, jaki właściwie Rowling miała wkład w powstanie tego dzieła. Wszędzie jest tylko napisane: "Na podstawie oryginalnej opowieści J.K.Rowling"... "we współpracy z J.K.Rowling"... Jednak jako autor scenariusza wszędzie figuruje Jack Thorne. Czyli rozumiem przez to, że Jack Thorne pogadał sobie trochę z Rowling, jakby to super było wystawić HP na scenie, po czym sam napisał ten scenariusz...?

Jeżeli ktoś posiada jakiekolwiek informacje na ten temat, niech ujawni je pod tym postem, bo przyznam się, że jestem szczególnie zaintrygowana tym sekretem sztuki "Harry Potter i Przeklęte Dziecko".

Jeżeli chodzi o przeznaczenie historii do wystawienia w teatrze, uważam, że mogłoby być to ciekawe i na pewno dostarczyłoby wielu wrażeń, jeżeli chodzi o efekty wizualne. Zaczarowana biblioteka Hermiony, podróże zmieniaczem czasu, dementorzy i zaklęcia, to wszystko musi składać się na całkiem niezłe widowisko, a przynajmniej tak to sobie wyobrażam. Nie powiem, że sztuka jest całkiem beznadziejna, niby przekazuje jakieś głębsze wartości i składa się na historię z dobrym morałem, aczkolwiek jest to zbyt fanfickowa opowieść, abym uznała ją za kanon... Zwłaszcza, że mam wątpliwości, co do jej autorstwa, a po wtóre, to nie jest powieść. To jest dramat, sztuka, dodatek. Można to czytać jako tragikomedię bazowaną na HP, ale nie jako coś, co należy do historii, ani tym bardziej ósmą część.

A Wy co o tym sądzicie? Co Wy wyłapaliście w "Przeklętym Dziecku" i jakie macie do tego uwagi? Albo jak chcecie, dla odmiany możemy popisać o pozytywnych rzeczach w tej sztuce... No chyba, że nie macie do napisania nic pozytywnego xD

Na koniec kilka spraw do czytelników: komentujcie, bo jak na razie są tu chyba tylko trzy osoby, a po dwóch latach prowadzenia bloga chyba mogłabym oczekiwać czegoś więcej... Po prostu sprawcie wrażenie, że rzeczywiście chcecie, by prolog pojawił się szybciej. Taka mała prośbeczka...
Po drugie: będzie nowy szablon, z czego niezmiernie się cieszę!
Po trzecie: od pierwszego rozdziału drugiej części dzieli nas jeszcze jedna zakładka, "Pokój Życzeń" która pojawi się już niedługo... Pod warunkiem, że dostatecznie dużo komentarzy pojawi się pod wcześniejszą zakładką i tym postem, rzecz jasna. I to by chyba było na tyle.

Piszcie, moje Przeklęte Dzieci!

Z pozdrowieniami ~ Tita


10 komentarzy:

  1. ...Moja ciocia kupiła mi na urodziny "8 część" Harry'ego. Po angielsku.
    Umiem angielski, kocham HP, myślę sobie: Dobra, poczytam!
    Doszłam do 30 strony.
    Zamknęłam książkę. Schowałam do pudełka po butach. Już jej nie otwieram.
    Nasuwa mi się tylko jedno stwierdzenie:
    Rowling nie miała weny, ale z racji, iż staje się "mniej sławna" robi szum wokół siebie, bo ma na tym punkcie szajbę. Filmy, 5 części Fantastycznych Zwierząt, 8 część...zekranizuj jeszcze Quidditch przez wieki, wiesz?
    Ja... doprawdy... nie chcę znać treści tej książki. Nie chce jej widzieć na oczy. To jest średnie Fanfiction wydane w formie scenariusza. I tyle.

    Poważnie zdegustowana,
    Nez

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tylko ile z tego w ogóle napisała Rowling?! To nawet nie był jej styl...
      A jeśli nie ona to napisała, to czemu pozwoliła na coś takiego? Tak samo, jak na tę całą niezwykle szumną kampanię reklamową, że to niby 8 część, że to niby jej oryginalna opowieść...
      Jakieś dziwne to wszystko jak dla mnie :/

      Usuń
  2. Może to zabrzmi dziwnie, ale najbardziej w tym wszystkim boli mnie polskie wydanie scenariusza. W miękkiej oprawie - 40 zł. I nie mam pojęcia ile kosztuje w twardej, nie sprawdzałam, ale tak się okropnie zbulwersowałam, że to po prostu to samo tylko, że twarde podczas gdy: http://i0.wp.com/bloghogwarts.com/wp-content/uploads/2016/07/13900676_10153938320679482_2117563872_n.jpg?resize=960%2C960 TA CZARNA MINIMALISTYCZNA OKŁADKA TAK BARDZO CIESZY MOJE OCZY. Ja wiem, że okładki nie są ważne, ale biorąc pod uwagę treść Przeklętego Dziecka, to ten... no trochę poprawiają humor. Gdyby nie to, że trafiłam w biedronce na ten scenariusz za 25 zł (a potem zastanawiałam się, czy nie wcisnąć tego komuś i zarobić z zyskiem. ale na rozmyśleniach się skończyło, bo jestem uczciwym Puchonem X'D), to przeczytałabym to znacznie później... I powiem tak. Nie traktowałam tego poważnie, oburzenie zdążyło ze mnie wyparować odkąd przeczytałam spoilery do sztuki (dopóki nie przeczytałam CC, nie docierało do mnie, że to prawda, a nie jakieś fałszspoilery) i do czytania zasiadłam tak, jak do słabych filmów o rekinach - nastawiłam się na masę niedorzeczności, które potrafią być zabawne, i przestałam już się zastanawiać "no czemu ktoś się ma cofnąć w czasie, żeby po tylu latach ocalić Cedrika?!". W wątku Cedrika chyba najlepsze było to, że postanowił zostać śmierciożercą, ponieważ został upokorzony. ♥ Albo ten pojedynek Draco i Harry'ego w kuchni (?). Taki z dupy. Przecież to dorośli mężczyźni, no ludzie... I jeszcze: od kiedy Harry ma prorocze sny? A o całej reszcie wspomniałaś, więc napiszę tylko tyle, że się pod tym mogę podpisać. Jeszcze tylko dodam, że podczas czytania co jakiś czas nachodziły mnie myśli w stylu "a może to specjalnie jest takie, jakie jest... może to jeden wielki żart?". I, o. Przeklęte Dziecko sprawiło, że od teraz jako kanon traktuję tylko zawartość książek, a na dopowiedzenia Rowling, pottermore mogę przymknąć oko. Bo inaczej tę sztukę też musiałabym potraktować jako kanon (domyślam się, że Rowling z powstaniem scenariuszu nie miała zbyt wiele wspólnego, ale gdzieś się natknęłam na informację, że ona twierdzi, że to kanon).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja dałam za to jakoś... 30, 40 zł? Już nie pamiętam, ale czy warto pamiętać o wyrzuconych pieniądzach...
      No dobra. Jeżeli się do tego zdystansować, to nie tak źle się pośmiać. Szkoda tylko, że reklamują to jako 8 część, a nawet gdyby takowa wyszła, trzeba by było traktować ją poważnie...
      Ja przeczytałam tylko jakiś mały kawałek recenzji, zanim sama zapoznałam się z PD. Było w niej napisane, że owszem, historia jest trochę fanfickowa, ale nie ingeruje zbytnio w kanon. Jak dla mnie duży błąd!
      Po pierwsze: wg PD podczas każdego zadania w Czarze Ognia, byli obecni Albus i Scorpius, a później również Snape i Hermiona z przyszłości + Delphi - wszyscy robili tam co chcieli. Na dodatek Cedrik gadający z synem Harry'ego... Chociaż te całe cofanie się w czasie to jeszcze nic, zważywszy na potajemny romans VxB w Insygniach i równie potajemny owoc ich miłości! I to niby nie ingeruje w cykl?!
      Pottermore jest o tyle fajne, że w spisie ministrów magii jako obecny minister figuruje nieprzerwanie od Bitwy o Hogwart Kingsley Schaklebolt, a nie Hermiona, co pozwala powątpiewać w to, że PD jest tak twardo uznawane za niezbite fakty ze świata czarodziejów. (Tak samo zresztą, jak podobnież Pottermore informuje, że Newt Scamander jest czarnoskóry, w przeciwieństwie do Eddiego Redmayne'a... Ale to tak btw).
      A Rowling twierdzi, że to kanon, bo... no nie wiem, opętał ją zły duch...? Nie mam pojęcia. Na jedyną jej autentyczną wypowiedź na ten temat natrafiłam, kiedy obwieściła, że PD to nie prequel - i chwała za to Merlinowi!

      Usuń
    2. O, o! Ja sobie właśnie kończę czytać "Czarę Ognia" i podczas czytania w ogóle nie myślałam o tym, że "w przeklętym dziecku ktoś tam zrobił właśnie coś tam". Aż zaskoczona jestem, bo tę czarę zaczęłam czytać kilka dni po przeczytaniu dziecka. Tak przez przypadek zaczęłam czytać...
      Ale tak, ingerowałoby w cykl, gdybym wzięła to na poważnie, ale - na szczęście - nie umiem.
      Nie wchodzę na pottermore zbyt często (właściwie tylko co x czasu sprawdzam, czy nadal jestem puchatym Puchonem, czy może się nieco zmieniłam (ekhm, ekhm, i pomyśleć, że za pierwszym razem, dawno temu wyszedł mi Slytherin). I może wypadałoby zacząć robić to częściej, ale, kurde, potem nie umiem w fanfiki, bo pottermore mówi swoje, a headcanon też i nie wiem, co robić (ale jeśli nieoczekiwanie okazuje się, że coś, co mówi/pisze Rowling wpasowuje się w mój headcanon, to umieram wewnętrznie).

      Usuń
    3. Mam ten sam problem, też zbytnio stresuję się tym, że to co piszę, nie zgadza się z informacjami od Rowling... Tak jak jest z tym Teddy'm puchonem na przykład. Gdybym wiedziała wcześniej... przysięgam, że zastosowałabym się do tego! Ale kiedy dotarła do mnie ta informacja, było już za późno, opowiadanie miałam napisane i choć w dużej mierze poprawiałam je, publikując rozdziały na blogu - tego już nie mogłam skorygować... Tak samo jak Victoire jest u mnie chyba o rok starsza niż powinna bodajże... No nic.
      Ja przynajmniej nie wymyślam dziecka Voldiego, nie sprawiam, że Harry'ego boli blizna, a ten cały wojenny wątek... no... to rozgrywa się jeszcze przed stwierdzeniem, że "wszystko było dobrze", więc nie mam z czego mieć wyrzutów sumienia...
      Ale pottermore fajnie sobie poczytać i dla uzupełnienia wiedzy i dla nauki angielskiego xD Prawda tak czy siak jest taka, że każdy ma swój headcanon, który wymyśla samoistnie - inaczej skąd by się brały fanfiki...?

      Usuń
  3. Ja podczas czytania w głowie miałam tylko takie "wtf". Cała fabuła była tak zagmatwana, że w tym momencie (po miesiącu od przeczytania) pamiętam tylko jakiś niewyraźny zarys, ale żadnych szczegółów. Cieszę się tylko, że książkę pożyczyłam od koleżanki i nie zmarnowałam na nią pieniędzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, też tak miałam, zwłaszcza, że przeczytałam to całe w jeden dzień. A jak czyta się to bez przerwy... Można dostać naprawdę niemałego zawrotu głowy...
      No a ja właśnie impulsywnie wydałam na to pieniądze :')

      Usuń
  4. Ej, ja nie rozumiem, czemu ludzie tak hejtują tę książkę. Ona nie była zła.

    Ona była beznadziejna.

    Mnie przede wszystkim rozwalało niekonsekwencja. Skoro w jednej z rzeczywistości Harry Potter umarł, to jak to możliwe, że Scorpius mógł przenieść się w czasie, skoro wszystko było pomysłem Albusa?
    Poza tym jak to możliwe, że Harry i pozostali czekali co się wydarzy po przeniesieniu w czasie, skoro to już się wydarzyło?! Nie ogarniam.
    A. I jeszcze sławetne klikanie czegoś w zmieniaczu czasu! Halo? Czy on miał coś do klikania?
    I zapomniałabym o szatach! Pamiętasz, jak Albus i Scorpius przenosili się do Turnieju Trójmagicznego? Delphi dała im wtedyszaty Durmstrangu, mówiąc, że tak wtopią się w tłum. CZY LUDZIE Z DURMSTRANGU NIE OGARNĘLIBY, ŻE TAMCI NIE SĄ Z ICH SZKOŁY?!
    A to tylko część. Jest pani z Wózkiem. Wtf.
    Za to fantastyczne zwierzęta... tak.
    Bądź mną:
    - uważaj, że książki są lepsze od filmów.
    - hejtuj przeklęte dziecko
    - kochaj fantastyczne zwierzęta.
    Okej

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Powiem tak: W Więźniu Azkabanu cofanie się w czasie trzymało się ładu i składu. Hermiona cofała się, aby zaliczyć dwie lekcje w tym samym czasie, ale dla Harry'ego i Rona było to praktycznie niezauważalne, no chyba że z sekundy na sekundę pojawiała się nagle w innym miejscu. Aczkolwiek dla nich było to jak mrugnięcie okiem, podczas gdy dla niej mijała cała godzina.
      A tutaj Albus i Scorpius przenoszą się tylko na pięć minut, ale nie. Oni ZNIKAJĄ... Nie wiadomo, gdzie są... Ludzie zaczynają ich poszukiwać...
      Poza tym... cofnięcie się w czasie w WA Harry'ego i Hermiony, polegało na tym, że ich wersje z przyszłości już w trakcie wydarzeń sprzed "Tajemnicy Hermiony" ratowały Hardodzioba i w ten sposób hipogryf nigdy nie umarł... Nawet w filmie jest to dobrze pokazane, bo kiedy trio obserwuje egzekucję ze wzgórza, nie widzimy by Hardodziob umierał - już wtedy kat uderza toporem w dynię.
      A tutaj... To wszystko jest takie pogmatwane! I niby co ja mam sobie myśleć...? W scenie z wilkołakiem mam świadomość, że już gdzieś tam są Harry i Hermiona z przyszłości, ale czy na takiej zasadzie mam teraz postrzegać Turniej Trójmagiczny?! Że podczas, gdy trwa zadanie, gdzieś tam są Albus i Scorpius próbujący udupić Cedrika?! Że są tam Hermiona i Snape, którzy z kolei rzucają na nich zaklęcie tarczy...?
      Zaraz, zaraz. Skoro Scorpius i Albus stali w pierwszym zadaniu przy 14letniej Hermionie... Powinna zobaczyć dorosłą siebie! A Snape... przecież chyba oglądał Turniej. On też mógłby zobaczyć samego siebie!
      A skoro zaklęcie Albusa z przyszłości zostało zablokowane zaklęciem Hermiony z alternatywnej przyszłości, to dlaczego za pierwszym razem jego zaklęcie zadziałało...?
      W jakiejś recenzji czytałam, że "zmieniacz czasu działa w PD na nieco innych zasadach". Zapewne chodziło o limit pięciu minut i przenoszenie się o całe lata, ale... im bardziej to rozkminiam, tym więcej różnic w działaniu się dopatruję .__.
      Hahaha, mam dokładnie tak samo jak Ty xD I naprawdę, dziwiłabym się sobie, gdybym... nie miała racji...?

      Usuń

Jeżeli sądzisz, że w dobie komputerów sztuka komentowania zanikła... (zwłaszcza wśród czytelników), to niezawodny znak, że jesteś
MUGOLEM❣