czwartek, 17 września 2015

27. Amortencja

24. 03. 2013 r. NIEDZIELA
 
 
   Co by się stało, gdybyśmy powiedziały, że robiłyśmy Amortencyjny Perfum? Co by się stało, gdybyśmy zaplątały Brendę w całą sprawę? Co by się stało, gdybyśmy przysięgły, że to na jej polecenie skradłyśmy składniki?
   Wrzuciłam ostatnią książkę do torby i zamknęłam ją. Było oczywiste, że wkręcając Brendę w aferę z Napadem, popełniłybyśmy największe głupstwo, jakie kiedykolwiek popełniono by w  domu Roweny Ravenclaw. Dlaczego? Po pierwsze: bo wpakowując ją w to, zrobiłybyśmy rzecz niewybaczalną, więc Brenda na pewno zemściłaby się na nas w jakiś paskudny sposób, poza tym nasze sumienia nie pozwalają nam zwalać winę na Brendę, skoro tak naprawdę jest niewinna i nie ma z tą sprawą nic wspólnego. Po drugie: Brenda musiałaby się siłą rzeczy dowiedzieć, kto tak naprawdę zdemolował gabinet Booracka, a wtedy niechybnie dowiedziałaby się cała szkoła. A po trzecie: przecież nie wszystkie składniki lekarstwa i perfum się zgadzały. A Victoire tak wykorzenia ze mnie pomysł zwalenia winy na Brendę, jakby wypłynął właśnie ode mnie. No trudno! Wybiła ta godzina - czas iść do dyrektorki.
   Wyszłam z dormitorium, przeszłam przez pokój wspólny i wyjrzałam na korytarz. Musiałam chyba zbiec ze stu pięćdziesięciu schodków, zanim dotarłam do siedziby McGonagall, a potem czekać jeszcze z dwadzieścia minut, nim wyszła stamtąd Victoire, podobnie jak wczoraj Fiffie i Di, cała zielona na twarzy.
   - Idź - zdołała tylko wykrztusić, gdy mnie zobaczyła.
   Przełknęłam ślinę. Czy ja też wychodząc z gabinetu dyrektorki, będę cała zielona? Jak ta McGonagall przesłuchuje, stosuje tortury czy co?!
   - Słodzone precelki - wydukałam w stronę chimery, a ona odskoczyła w bok bym mogła wejść na schodki, które natychmiast zaczęły sunąć w górę.
   O Merlinie, nie, nie chcę tam iść! Jak bardzo chciałabym znaleźć się teraz w pokoju wspólnym, w fotelu przed kominkiem, z Mrukotem na kolanach i lewitującą przede mną robótką...
   Zastukałam kołatką.
   - Proszę - odezwał się drżący głos profesor McGonagall.
   Chcąc uciec z tego miejsca przynajmniej na odległość drogi stąd do Wieży Ravenclawu, nacisnęłam klamkę i otworzyłam drzwi.
   Cała komisja sądownicza już tam była. Minerwa McGonagall siedziała za biurkiem z surowym wyrazem twarzy, obok niej Filius Flitwick zachowywał całą powagę sytuacji, a po drugiej stronie stanowiska McGonagalli stał (nie znam imienia) Boorack, którego zacięta mina najbardziej mnie przeraziła. Jak mogli wezwać Booracka na te okropne przesłuchanie?! By uczynić je jeszcze okropniejszym?! Kiedyś byłam jego ulubienicą, ale straciłam ten przywilej w najgorszy sposób jaki był możliwy.
   - Siadaj, Glam. - McGonagall wskazała mi twarde krzesło przed swym biurkiem.
   Dominique jak zwykle miała rację: to JEST koszmar! I żeby go dopełnić moim zdaniem brakowało tu tylko dementorów, albo jakiegoś bogina tuż nad moją głową. Niepewnie usiadłam na krześle.
   - Zostałaś już tylko ty, panno Glam, tak? - staruszka McGonagalla jak zwykle ma sklerozę. Pokiwałam głową.
- No dobrze. Powiedz nam teraz, jakie składniki ubyły za waszą sprawą z prywatnych zapasów profesora Booracka. 
   Spojrzałam na nią zdziwiona. Uniosła brwi.
- No, mów, mów!
- No więc... parścina... - Za wszelką cenę nie patrz na Booracka! Ale już prawie czułam, jak powietrze drży od fali wściekłości, która zalewała krwią jego twarz, barwiąc ją jeszcze bardziej na czerwono. - Nektar z rzodkiewek słodkowodnych, włoski kocimiętki, listki mięty suszone w pierwszej kwadrze księżyca i... bezoar w proszku.
   Ufff. Zerknęłam na Booracka. Był pozornie spokojny, ale fioletowa żyła na jego skroni pulsowała okropnie. Szybko odwróciłam wzrok.
- Jak to się stało, że zdecydowałyście się na ich kradzież? Czy było to zaplanowane od dawna, czy też było to tylko spontaniczne, nieprzemyślane działanie?
- Oczywiście, że spontaniczne i nieprzemyślane! - wyparskał Boorack, zanim zdążyłam cokolwiek powiedzieć. - W końcu o mało co NIE WYSADZIŁY mojego gabinetu!
- Dziękuję, Boorack - skwitowała McGonagall zjadliwie. - Panno Glam...?
- No więc... eee... ta druga opcja...
   Boorack wydał z siebie tryumfalne "ha!". Minerwa nie zwróciła na to uwagi.
- Proszę wymienić wszystkich zaangażowanych w... tę akcję! - odezwał się piskliwie Flitwick, jak zwykle tak niespodziewanie, że aż drgnęłam na krześle.
   Znowu obejrzałam się na nich ze zdziwieniem. Przecież oni to wiedzą! Powiedziałam jednak:
- Moja siostra Caroline, oraz Dominique i Victoire Weasley.
- A Ted Lupin?
- Nie! - powiedziałam szybko, na nowo wystraszona tym, że na Teda ponownie miałyby paść jakieś podejrzenia.
   McGonagall coś zanotowała.
- Dobrze. Teraz opowiedz, w jakim celu ukradłyście te ingrediencje.
- Ach, to też wiadomo - nie wytrzymał Boorack. - Jest oczywistym, że Glam, która w pierwszych latach miała pozytywne wyniki z eliskirów, była pewna, że uda jej się uwarzyć jakiś zakazany eliskir z Listy Wzbronionych Eliksirów!
- Ależ kolego Boorack! - oburzył się Flitwick. - Proszę nie przerywać, jeżeli chce się pan czegokolwiek dowiedzieć! Panno Glam...?
- Może pani... powtórzyć pytanie? - wykrztusiłam, czując jak zasycha mi w ustach. McGonagall zmierzyła mnie wzrokiem znad okularów.
- W jakim celu ukradłyście ingrediencje.
   Milczałam. Boorack wzniósł oczy ku niebu.
- Tak jak myślałem...
- Kolego...
   McGonagall westchnęła.
- Otóż Glam. Sprawdziliśmy dokładnie w jakich wywarach stosuje się skradzione składniki i są to Amortencyjny Perfum, albo Lekarstwo Płynny Księżyc stosowane wobec jednorożców. Powiedz, który z nich przyrządziłyście.
- Żaden - wymamrotałam.
- Kłamie! - wykrzyknął natychmiast Boorack, a jego twarz z różowej stała się ceglasta jak Sok z Czerwonych Owoców wzbudzający agresję.
- Panie kolego, chyba nie chce pan zostać wyproszony? - zapiszczał Flitwick surowo. - Utrudnia pan przesłuchanie!
- Nie utrudniam przesłuchania panie profesorze Flitwick, tylko usiłuję ustalić fakty, których Glam prawdopodobnie nigdy nam nie wyjawi, tak samo jak jej siostra i siostry Weasley! A ja wciąż przypominam, że do kręgu podejrzanych powinno zaliczyć się także zdemoralizowanych uczniów piątej klasy Hufflepuffu, którzy planowali wysadzić moją pracownię w przeddzień tego porażającego wydarzenia!
- Dobrze wiem, kogo zaliczyć do grona podejrzanych - odparła chłodno McGonagalla. - A przecież sam dobrze znasz wyniki przeszukania dormitorium dziewcząt i chłopców piątej klasy Hufflepuffu, więc nie mam pojęcia, w czym tu się jeszcze utwierdzasz.
- Ale starsza siostra Glam...
- ...zdaje się być całkowicie nieszkodliwa dla otoczenia, jeśli o to ci chodzi - wpadła mu w słowo Minerwcia. - A więc, panno Glam, czy otrzymam odpowiedź na pytanie?
- Mówiłem, w tym przypadku skuteczne jest tylko Veritaserum - mruknął Boorack.
   Veritaserum? A co to takiego? Jakaś trucizna? Zdaje się, ze kiedyś natrafiłam na ten termin przy poszukiwaniu przepisu na lekarstwo dla Cristal, ale już nie pamiętałam, jakie właściwie było jego działanie.
- Boorack, zamilcz proszę, bo naprawdę cię wyproszę... - wyparskała McGonagall.
   O nie, niech Boorack dalej gada te swoje podejrzenia i kłóci się z McGonagallą! To była teraz moja jedyna szansa...
- Panno Glam, no proszę, śmiało! - zachęcił mnie profesor Flitwick.
   Zapadło milczenie. Boorack, McGonagall i Flitwick gapili się na mnie, a ja wciąż nie mogłam wykrztusić z siebie głosu. Co jakiś czas dawni dyrektorowie na portretach mlaskali, ziewali, pochrapywali i chrumkali, a ja wciąż się nie odzywałam i kiedy już byłam prawie pewna, że Boorack zaraz nie wytrzyma i wybuchnie jak rozwścieczona dynia, ciszę przerwała McGonagall:
   - Glam, czy zdajesz sobie sprawę z wagi konsekwencji?
- Właśnie, czy ty w ogóle zdajesz sobie sprawę z WAGI KONSEKWENCJI?! - wrzasnął Boorack.
- Boorack!! - krzyknęła Mcgonagalla. - Na litość boską...
- No co...!
- Chyba się trochę zapominasz!
   Boorack zamilkł speszony, ale nadal zbuntowany. McGonagall zaczęła:
- Otóż Glam, jeśli chcesz wiedzieć, w jakim znajdujesz się położeniu, powiem ci. Tak więc Dominique Weasley twierdziła, że nie pamięta nazwy eliksiru, twoja młodsza siostra, że chciałyście stworzyć własną miksturę, a Victoire Weasley przekonywała, że nic nie ukradłyście, tylko te składniki uległy zniszczeniu. Żądam sensownej odpowiedzi: Co zrobiłyście z ingrediencjami?
   To był genialny pomysł!
   Przecież wcale nie musiałyśmy kraść tych składników - mogły ulec zniszczeniu, kiedy Dominique zwaliła na spiżarnię słoje z karaluchami! Odezwałam się więc:
- Przepraszam, ale skąd wiadomo, że te składniki właśnie nie uległy zniszczeniu?
   Boorack wyglądał teraz jak prawdziwy burak.
- Bezczelność...! - wykrztusił. - Bezczelność i potwarz! Od kiedy ty i Weasley włamujecie się w środku nocy do mojego gabinetu tylko po to, aby go zrujnować?! Mówiłem, one były pod wpływem jakichś starszych uczniów, jestem tego pewien!
- Boorack, czy ty naprawdę na każdym przesłuchaniu musisz się wydzierać...? - poirytowała się profesor McGonagall.
   Boorack wytarł usta ze śliny i zacisnął wargi. Flitwick wyjął chusteczkę z kieszonki szaty i otarł nią strużkę potu spływającą mu po twarzy, McGonagall potarła się w znużeniu po czole. Cała trójka wyglądała na tak zmęczoną, jakby przed chwilą musiała przebiec parę dobrych mil w ucieczce przed wściekłym tłuczkiem. Czemu nie dadzą sobie spokoju z tym śledztwem...?
   I wtedy mnie olśniło.
   Widać było, że McGonagall i Flitwick mają tego wszystkiego już po dziurki w nosie i wszystko wskazywało na to, że to Boorack nie chce odpuścić...!
   Tylko... dlaczego?
   Minerwa podniosła wzrok.
- Wiesz, dlaczego tu jesteś Glam? - spytała.
   Nie za bardzo wiedziałam, co na to odpowiedzieć. Dyrektorka ciągnęła dalej:
- Nie zastanawia cię, dlaczego najpierw was ukarałam, a dopiero teraz wypytuję o to wszystko? A więc wiedz, że od razu po tym incydencie zawiesiłabym was w prawach ucznia, ale póki nie miałam dowodów... - Widząc, że nadal nie rozumiem o co chodzi, wytłumaczyła:
- Otóż istnieje podejrzenie, że uwarzyłyście Amortencyjny Perfum.
   Wypowiedziała to takim tonem, jakby to była nie wiadomo jaka zbrodnia. Czy naprawdę ten Amortencyjny Perfum był taki zły? W końcu to tylko środek, którym głupie dziewczyny chcą podrywać chłopaków, więc nie rozumiem, czym McGonagalla tak się niepokoi.
   - Przepraszam - odezwałam się cicho - ale co w nim jest takiego, że...
   Boorack prychnął.
- Och, nie udawaj Glam - rzekł ze zniecierpliwieniem. - Ten środek nie służy wyłącznie niedojrzałym uczennicom do wodzenia chłopców za nosy, chociaż oczywiście też! Ale wy uczniowie, nawet nie zdajecie sobie sprawy z tego, jaki on może być niebezpieczny! Ponieważ jest w nim zawarta domieszka AMORTENCJI, a Napój Miłosny potrafi być bardziej trujący niż Wywar Żywej Śmierci! I nie chodzi o to, że służy waszym śmiesznym zalotom, ale o to, że może jakiś zdemoralizowany uczeń zejdzie sobie do lochów i zacznie wdychać jego woń... To już w zasadzie gwarantuje uzależnienie, doprowadzające do stałego upojenia umysłu i niespełnionej obsesji. A raczej nie chcielibyśmy mieć fabryki  środków odurzających i narkotyków w lochach!!
   Nie wierzę.
   NARKOTYKI?!
   Tu, w Najlepszej Szkole Magii i Czarodziejstwa?!
   Ale zaraz przypomniałam sobie słowa Sandry: Już go raz wypróbowałam w drugiej klasie, odstrzeliła mi go taka jedna z Gryffindoru... to jest tak piekielnie drogie, jeszcze nie uzbierałam... on dla każdego ma inny zapach... trochę taki odurzający...
   Profesor McGonagall wyrwała mnie z zamyślenia.
- Oczywiście przeszukaliśmy nawet nieużywane lochy, jednak niczego nie znaleziono. Rozumiesz teraz Glam, czemu najpierw was ukarano. Trzeba było to zrobić za samo zrujnowanie gabinetu, a póki nie mogliśmy skonfiskować wywaru, nic więcej nie mieliśmy prawa zrobić. Dlatego teraz tu jesteś.
   Po prostu nie mogłam w to uwierzyć.
   Podejrzewają mnie i Victoire o ćpanie?!
   Ale w końcu tak samo nie uwierzyliby w to, że zrujnowałyśmy gabinet Booracka, gdyby powiedział im to ktoś inny.
   - A podejrzewa pani kogoś jeszcze? - wykrztusiłam.
   Minerwa zmarszczyła brwi.
- A czemu ma służyć to pytanie?
   Znowu zamilkłam. Ej, ale przecież nie wszystkie składniki zgadzały się z Amortencyjnym Perfumem!
   - Ale przecież pan profesor Boorack - zaczęłam wolno, ostrożnie dobierając słowa, jakby każda wypowiedziana głoska decydowała o moim życiu - oskarżył nas o skradzenie nie tylko składników tego eliksiru...
- Och, Glam - żachnął się Boorack. - Przecież część ingrediencji rzeczywiście mogła ulec zniszczeniu, ważne, że akurat te składniki zaginęły! A zresztą, jedyny inny wywar jaki mogłyście z tego stworzyć, to skomplikowane Lekarstwo Płynny Księżyc dla jednorożców, które do niczego by się wam nie przydało, bo chociażbyście nawet wlazły wbrew prawu do Zakazanego Lasu, to jednorożce żyją głęboko za Puszczą Centaurów, więc żadnego byście nawet nie spotkały!
   A to wredny Boorack!
   "Część ingrediencji rzeczywiście mogła ulec zniszczeniu"... To jakim prawem zwalał nam na barki ich zdobycie?! Bo je "zniszczyłyśmy"?
   - No dobrze - westchnęła profesor McGonagall, szumiąc papierami na swoim biurku. - To tyle na dzisiaj. Porozmawiam jeszcze z wami w pierwszą niedzielę po Świętach Wielkanocnych... I tym razem naprawdę radzę wam się przyznać.
   Wstałam z krzesła i wyszłam z gabinetu, gdzie czekały już na mnie wszystkie trzy: Victoire, Fiffie i Dominique. Czy byłam zielona na twarzy? Pewnie tak.
   Wiedziałam tylko jedno.
   Muszę porozmawiać z Brendą i Sandrą.
 
 
___________________________________________
 
 
 
 
 
Udało mi się w końcu dorwać do laptopa i proszę bardzo, jest kolejny rozdział!
Właściwie chyba teraz będę dodawać rozdziały głównie na zasadzie wolnej chwili,
 a tych niestety nie wiem, jak regularnie będzie mi dane doznawać...
Co jeszcze...
Zostało mało rozdziałów do końca tej części.
A przynajmniej do końca tego, co zdążyłam napisać w wieku trzynastu lat.
Piszcie komentarze i oczywiście zostańcie razem z Teddy'm, Victoire i Pocky,
 rzecz jasna do samego końca!
A dedykację tego rozdziału składam na ręce Izi Bels ~
 
Nox/*
 
~ Tita
 
PS. Kolejny rozdział znowu będzie długi!

 
 
 

12 komentarzy:

  1. Trochę krótki. No ale pewnie masz jeszcze mniej wolnego czasu niż mi się wydaje...
    Czyli teraz proszę mnie wtajemniczyć ile ma być tych części? Czy będą podzielonw według klas?
    No, no, no! Przesłuchanie w pełnej krasie. Komisja, dowody, wcześniejsze przygotowanie ... Szacun Minerwcio. Normalnie coś dalej śmierdzi mi w tym wszystkim. A może to spocony Boorack?
    W każdym razie moja Skazana też się niedługo kończy, a Twoimi bohatermi zostanę do końca!
    No to życzę ci czasu wolnego tyle ile trzeba żeby opłynąć świat dookoła!
    ~ Cameleon

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Części będą podzielone według klas, więc to ile ich będzie zależy od tego, ile klas zechcę opisać... Ale na pewno chciałabym zrealizować przynajmniej trzy części :)
      Przesłuchania pewnie, że szacun dla Minerwci. Tylko jak teraz dziewczyny się z tego wyplączą, przyznają się do tego - żle, do tamtego - też źle... Jak widać Amortencyjny Perfum nie rozwiązał wszystkich ich problemów, a raczej jeszcze bardziej je pogłębił :>
      Dziękuję bardzo za te pobożne życzenia i pozdrawiam (na szczęście niedługo weekend!)
      ~ Tita

      Usuń
  2. Uuuu...
    Skomentuję kiedy indziej!
    ~Wikkusia

    OdpowiedzUsuń
  3. Powrociłam. Komentatorka marnotrawna. Bardzo przepraszam, że miesiąc nie komentowałam, ale teraz to już na pewno będę że wszystkim na bieżąco!!! Mam nadzieję, że mi wybaczysz ale po usunięciu CBBG miałam chwilowy wstręt do fanfiction o HP.
    A teraz przejdę już do ostatnich rozdziałów bo naprawdę sporo się dzieje. Bardzo mnie ciekawią tę zniknięcia ludzi i zamieszki dotyczące mugolaków - to jest bardzo ciekawy wątek, ale u Ciebie cała fabuła jest niezwykle interesującą a dodając do tego twój niesamowity styl pisania wychodzi po prostu blog idealny!!! Ale dość słodzenia
    Cz tylko mnie tak bardzo interesuje osoba Julii i jej uczucia?!? Naprawdę ją lubię!
    I romans Cristera z Minerwą mnie rozwalił!
    Z tą Amortencją to poważnie msza sprawa niż by się z pozoru wydawało!!
    Błagająca o wybaczenie
    ~MrocznaKosiarka

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A już myślałam, że zniknęłaś na zawsze... A tak mroczniej mówiąc, że skosiła Cię przypadkowo jakaś krwiożercza kosiarka... Na szczęście tak się nie stało i jednak żyjesz!
      O zniknięciach mugolaków - będzie. O Julii i jej uczuciach - jak mniemam chyba też conieco xd Jedyne czego nie będzie, nie ma i nigdy nie było - to romans Cristera z Minerwą xD Ale o tym nie wie tylko Rosalie...
      Nasłodziłaś mi tak, że aż nie mam serca, aby Ci nie wybaczać! A raczej właśnie mam serce, więc Ci wybaczam... A przede wszystkim dziękuję za komplementy ^^
      Pozdrawiam i cieszę się z Twego powrotu! ~ Tita

      Usuń
  4. Ale się na nie uwzieli -__-
    To już nawet perfum nie można zrobić? Bo co? Bo to jak narkotyki działa?! To niech w ogóle Minister Magii zakaże sporządzania amortencji!
    Jestem pewna, że dziewczyny coś wymyślą. I dobrze że McGonagall w końcu wyjaśniła po co ta cała szopka. A tak poza tym nie mogła wywalić Booracka? Nic by nie straciła, a zyskała spokój ducha. Ciekawe jak oni wytrzymują obecność tego idywiduum przy jednym stole.
    Miałam coś jeszcze napisać ale nie pamiętam co. Chyba wracam do tradycji pisania tylko części tego co mam napisać e komentarzu :-/ np nic dużo nie tracisz XD
    Pozdrawiam, przytulaski
    Incaligo

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ach, tak pięknie obsmarowujesz Booracka, że aż nie mam nic do dodania... Nic tylko wstać, złożyć Ci pokłon i zacząć klaskać... *chlip* :')
      Powiedzmy, że nikt nie chce objąć stanowiska po Snapie xD A skoro klątwa na OPCM wygasła, to musi być jakiś inny przeklęty przedmiot, prawda? Albo ściślej mówiąc, przeklęte stanowisko, bo eliksiry same w sobie nie są takie złe, a przynajmniej ja tak uważam.
      Minister Magii nie zakaże sporządzania Amortencji, aczkolwiek Boorack uparł się, iż tak silny w działaniu eliksir powinien być surowo zakazany, tak samo jak wszystkie pochodne od tej mikstury wywary. Jaki ma w tym interes? To się okaże...
      Również pozdrawiam i życzę miłego weekendu ~ Tita

      Usuń
  5. Wydawałomi się, że to komentowałam... No, ale cóż, skleroza nie boli. A może to znowu blogspot usunął mój komentarz...
    Narkotyki i ćpun w Hogwarcie? Ty mnie wciąż zaskakujesz!
    Julia jest chyba takim odpowiednikiem Hermiony w twoim opowiadaniu, tak?
    Już się cieszę na nadchoczący długi rozdział! ;)
    Przesłuchanie niczego sbie tylko powinno na nim brakować naszego "kochanego" buraczka! Tak, buraczka z małej, bo nie zasłiguje na miano istoty żywej.
    Orzecowych ciasteczeczek i weny!
    - Izi
    Ps. Też nie wiem czemu orzechowych ciasteczek.

    OdpowiedzUsuń
  6. Krótki, ale jaki fajny! :D

    Ćpające Pocky i Vicki? Nie no, to rozpiernicza system, jak mówi Anita z BookReviews. Amortencjowy Perfum - nie spodziewałabym się. Ale to jasne, że Brenda go próbowała ;) W końcu to nasza Brenda :P

    Nadużywam emotikonek, wiem. No ale taki fajny rozdział, no... JA CHCĘ QULIĘ! Wiesz, że ich shipuję xD Sama lubię się uczyć (+ 5000 dziwność), więc polubiłam Julię, tym bardziej, że kogoś sobie znalazła^^ A ja jestem singielką i dobrze się z tym czuję xD

    Boorack jest śmieszny, no. Pewnie pisałam to ze sto razy, ale płaczę ze śmiechu na scenach z nim. I jeszcze to nazwisko... Nie no, beka level hard. Uuuu, zaczynam gadać jak gimba, którą zresztą jestem xD - lepiej się ogarnę.

    Błędów nie ma!!! Uuu!!! Ostatnio serio żadnych nie widać - serio extra! Twój styl też jest mega spoko, więc Panna Czepialska (albo, jak wołają znajomi, Marta Uparta) nie ma się czego doczepić. I oby tak dalej :DD

    Pozdrawiam i życzę weny. Do następnego rozdziału!

    ~ Marta ♥

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Amortencyjny Perfum zamiast pomóc dziewczynom, tylko pogłębił ich problemy... ale nie byłabym sobą, gdybym wszystkiego nie pokomplikowała xD
      Brenda jak to Brenda, Boorack wiadomo, że jest Boorackiem, a Quilia - hahaha, widzę, że ten pairing skradł Ci serce!
      Nie ma błędów? Serio? Czyli to znaczy, że jednak... potrafię posługiwać się językiem polskim? :')
      Do następnego rozdziału i pozdrawiam! ~ Tita

      Usuń
  7. Jestem straszną panikarą wiem wiem . Ale kiedy będzie nowy rozdział ? Wiem że teraz jest dużo obowiązków i pisałaś że będą rzadziej ale ja umieram z nudy dosłownie skończyłam właśnie książkę czytać i nie chce mi sie drugiej części czytać . I robie różne dziwne rzeczy np.: pisze komentarze.
    W każdym bądź razie czekam na następny
    Pozdrawiam
    Danii

    OdpowiedzUsuń
  8. Kiedy kolejny rozdzial????

    OdpowiedzUsuń

Jeżeli sądzisz, że w dobie komputerów sztuka komentowania zanikła... (zwłaszcza wśród czytelników), to niezawodny znak, że jesteś
MUGOLEM❣