czwartek, 3 września 2015

25. Filch, dyrektorka i Gwiazda Jednorożca

20. 03. 2013 r. ŚRODA

   No i oczywiście Flitwick ustalił, że mamy pomagać Filchowi wieczorem w środy, jakby nie wiedział, że ja i Vicky mamy wtedy w nocy astronomię i w czwartek i tak nigdy się nie wysypiamy na poranne dwie godziny w lochach na eliksirach z Boorackiem i puchonami! Świetnie. O godzinie dwudziestej pierwszej ja i Victoire weszłyśmy do dormitorium, w którym jak zwykle Julia czytała, Lisa siedziała, a Brenda świrowała, wzięłyśmy swoje różdżki (chociaż Filch zakazał nam ich brać, sądząc, że nasza praca na rzecz domu jest dodatkową karą, ale co on sobie wyobraża!), a potem zeszłyśmy do sali wejściowej, gdzie były już Fiffie i Dominique, oraz rozwścieczony Filch dzierżący szmatę w ręku i odziany w swój nieśmiertelny fartuch, który (jak przysięgał Prawie Bezgłowy Nick) był niegdyś biały, ale teraz nawet nie było widać, by był kiedyś brązowy. W każdym razie, pomijając dalsze opisy wizerunku Filcha, podłoga w sali wejściowej jeszcze nigdy nie wydała mi się tak zabłocona i syfna.
   - Co to za spóźnienie?! - wrzasnął Filch, gdy tylko nas zobaczył na szczycie schodów. Jeszcze czego, uważa, że jak za jego sprawą zarabiamy punkty, to już może nami rządzić! Nie zniosę tego.
- Pani Norris nas zatrzymała! - wymamrotałam pod nosem.
- Tylko mi tu nie łżyj smarkulo, Pani Norris cały czas była tutaj! - Wręczył mi kubeł z wodą, a Victoire mopa. - A teraz do roboty, wy małe rozpuszczone bachory! Pewnie w życiu żeście mopa nie widziały, co? - zarechotał, ale po chwili jego ochrypły śmiech przerodził się w kaszel, co wyraźnie popsuło mu humor. - No, co się gapicie?! Jazda myć podłogę!
   Victoire zamoczyła mopa w kuble i zaczęła jeździć nim po posadzce. Filch już miał się od nas odwrócić, kiedy potknął się o wiekową Panią Norris i wpadł prosto na Fiffie, która szybko się odsunęła z taką miną, jakby zamiast Filcha, spadł na nią wór pełen hipogryfiego łajna. Filch zachwiał się i z trudem złapał równowagę.
   - No i co robisz, niezdaro?!
- No i dlaczego pan tak się wydziera? - uprzejmie zdziwiła się Di. - To Pani Norris zawiniła!
- Uch, zaczyna się... - zaczął mruczeć pod nosem wiązankę wyzwisk i przekleństw. - Małe, pyskate szczeniaki...
   I odszedł w kąt przy wielkich, dębowych drzwiach, po czym zaczął je myć, przynamniej tam gdzie dosięgał.
   Domie odetchnęła.
   - Wreszcie sobie poszedł... stary dziadyga... Czasami się nawet zastanawiam, czy nie jest gorszy od Booracka!
- To chyba musiał dać ci w kość... - stwierdziła Fiffie, jeżdżąc szmatą po mokrych śladach od mopa Victy.
- Teraz się dowiecie jaki był mój szlaban... I to codziennie!
- Nie gadać! - usłyszałyśmy z drugiego końca sali wejściowej głos Filcha. - Chyba przyszłyście tu by pracować!
- No to przecież pracujemy! - wkurzyła się Dominique.
- Chyba mieląc ozorem! - wdał się w kłótnię Filch.
- To pan ciągle mieli ozorem! - wykrzyknęła Di z oburzeniem.
- Lepiej zamknij jadaczkę Weasley, bo w mojej kartotece mam tyle wypisane na twoją rodzinę, że można by tym wykleić całą tę salę, ot co! - I splunął na posadzkę, a Victoire natychmiast przejechała tam mopem.
- No i dlaczego pan pluje, teraz moja siostra musi to sprzątać! - darła się Di, chociaż po ślinie Filcha nie zostało już śladu.
   I wtedy usłyszeliśmy coś, co zwykle stanowi najgorsze dopełnienie sytuacji takich jak ta - czyli dobiegającą do nas z korytarza i odbijającą się echem po całym Zamku sławetną pieśń Iryta:

Gdy gdzieś jest raban, to o każdej porze
Wezwij Irytka, będzie jeszcze gorzej!
 
- No i co zrobiłaś?! - wywrzeszczał Filch. - Zwabiłaś tu Irytka, ty mała dowcipnisiu, hę, zadowolona jesteś, co?
- Nie, nie jestem zadowolona! - wściekła się Di. - Bo przy panu nie da się być zadowolonym!
   Ale w tym momencie nadleciał Iryt i zawisnął tuż nad głową Domie.
- O, to ta mała wila! Zaraz, jak to szło...? A! Ma oczy niebieskie jak wątroba drozda...
- Och, zamknij się - warknęła Di.
- ...jej włosy srebrne jak staruchyyyyy... Byłabyś dla mnie jak dla kotleta sos, albo...
- Irycie, ostrzegam cię...!
- ...jak sierp dla Kos... - ale nie skończył, bo w tej chwili Dominique cisnęła mu mokrą szmatą prosto w twarz.
- Ej, masz pracować! - zdenerwował się Filch, który zasłuchany, był już gotów nawet chwalić Irytka, dopóki Domie nie przerwała jego śpiewu... albo raczej dopóki Irytek nie zrzucił z siebie szmaty prosto na jego łeb.
- Mon Dieu, co tu się dzieje... - Victoire oparła się o mopa i złapała się za głowę.
   A tymczasem Iryt kłócił się z Filchem.
- Tere-fere-kuku! - Poltergeist latał dookoła jego głowy i robił głupie miny, o ile można o nim powiedzieć, że kiedykolwiek nie miał głupiego wyrazu twarzy. - Co, użeramy się z dzieciaczkami? Targamy za uszka? Ciągniemy za nosek? Hihihi? Nie jesteśmy na to za starzy, co?
   Zaraz usłyszałyśmy niecenzuralną odpowiedź Filcha. Szybko odebrałam Vi mopa i poszłam z nią i naszymi siostrami w odległy kąt sali wejściowej, byle dalej od Filcha, Irytka i prychającej wściekle Pani Norris.
   - I tak co tydzień? - wyjęczała Fiffie. - Przez GODZINĘ?!
- I widzisz, co w poprzednim semestrze musiałam przeżywać codziennie...
- Domie, przecież ty sama prowokujesz kłótnię - powiedziała Vicky, z opanowaniem maczając szmatę w kuble.
- Co?! No wiesz co Vicky, nie załamuj mnie, może będziesz jeszcze bronić Filcha...!
- Nie, nie będę - odparła Vi spokojnie. - Ale zauważ, że jest stary, przygłuchy, może troszkę przygłupi... - znowu śmiesznie wybałuszyła oczy.
- Może? - powtórzyła Di z niedowierzaniem. - T r o s z k ę ?
- No dobrze, może b a r d z o...
- Ale nie gadajmy o Filchu! - jęknęłam. - Wybierzmy może temat, który bardziej umili nam tę harówkę...
- Na przykład: Jak wam minął dzień? - wymyśliła Victoire.
   Dominique i Fiffie wymieniły udręczone spojrzenia.
- I ten temat ma nam niby umilić pracę? - zamarudziła Fiffie.
- W takim razie - Victoire nachyliła się w moją stronę - co dokładnie powiedział ci wczoraj Klarensjo?
   Z chęcią podjęłam temat.
- Powiedział, że w tej części puszczy gdzie jest Kryjówka nie żyją centaury, więc właściwie jakby dał mi do zrozumienia, że obserwował nas przez cały ten czas od złożenia mu przysięgi...
- No po prostu charmante - mruknęła Di. - Nie dość, że śledzą nas skrzaty domowe, to jeszcze obserwuje nas jakiś centaur!
- ...powiedział, że w okolicach Kryjówki żyją jakieś inne stwory.
   Dominique, Victoire i Fiffie wlepiły we mnie spojrzenia błękitnych, ciemnoniebieskich i zielono-orzechowych oczu.
- A powiedział ci coś o tych innych stworach? - spytała Fiffie w końcu.
- Nie, powiedział tylko, że "złe stworzę zamieszkało w puszczy", że "Gwiazda Jednorożca płonie ostrzeżeniem" i że mamy się wynosić z tego miejsca.
   Wszystkie trzy wytrzeszczyły na mnie gałki oczne.
- Czyli... po prostu dał nam do zrozumienia, że jeśli tego nie zrobimy, to nas i Cristal zeżre złowrogi zwierzak? - podsumowała Di.
- Coś w tym stylu.
- To co robimy? - wyszeptała Fiffie.
- Co robimy? - odparła Dominique. - Nic nie robimy! Niech Klarensjo sobie gada co chce! Najpierw nas wplątuje w to wszystko, a teraz nagle każe nam przestać...
- Powiedział, byśmy tego nie lekceważyły... - mruknęłam.
- Powiedział tak, bo zawsze tak gada! - żachnęła się Domie, potrząsając swoją złotą grzywką w uniesieniu. - "Nieunikniona ingerencja rasy ludzkiej", "nieubłagane są wyroki niebios" i tak dalej! A teraz co, mamy porzucać Cristal tylko dlatego, że jedna gwiazdka mu zamrugała jaśniej niż zwykle?
- Słuchaj Domie, musimy coś zrobić! - przerwała jej Victoire, a Dominique zamilkła z twarzą okraszoną buntowniczą miną. - W końcu Klarensjo mieszka w puszczy, więc jeśli mówi, że wprowadziło się do niej złe stworzę, to to musi być prawda!
   Ale w tym momencie woda chlusnęła prosto na Fiffie i Vicky. Nawet nie zauważyłyśmy, jak Irytek przestał kłócić z Filchem i zwinął nam kubeł wody! A teraz po Fiffie i Vi spływały brudne mydliny.
   U szczytu schodów pojawiła się malutka postać profesora Flitwicka.
- Co tu się dzieje? - zapiszczał na widok wściekłego Filcha, rozdrażnionej Pani Norris, zalanej podłogi, oszołomionej mnie, zaszokowanej Di, przemoczonych Fiffie i Vi, a nad nimi zaśmiewającego się Iryta. - Panie Filch, miał pan wszystko doprowadzić do porządku, a wy, panny Glam i Weasley, jesteście wezwane do dyrektorki!
- To-nie-my - wybełkotała odruchowo Fiffie.
- Nieczyste sumienie, co? - Filch zarechotał, ale zaraz przestał pod surowym spojrzeniem Flitwicka, który po chwili machnął różdżką, a kubeł sam wyrwał się z łap Iryta i woda zaczęła się do niego z powrotem zbierać.
- Przed spotkaniem z dyrektorką lepiej się przebierzcie w pralni. A potem raz dwa do jej gabinetu! - I podał nam hasło.
   - Ale czego oni od nas znowu chcą? - spytała Fiffie, gdy byłyśmy już w pralni. Victoire i Fiffie stały pod wielką suszarą. Victa wyżymała sobie włosy.
- Nie wiem - powiedziała. - Może McGonagall postanowiła poszerzyć swoje śledztwo?
- Focham się na nią! - wywrzeszczała Di, w przypływie bojowego nastroju. - Kazała skrzatom przeszukiwać nasze rzeczy! I to ma być fair?
- Może zaraz się wszystkiego dowiemy... - odparłam.
   Wyszłyśmy na korytarz i skierowałyśmy swoje kroki do gabinetu profesor McGonagall. W tym czasie Dominique ani na moment nie zamknęła jadaczki.
   - No i gdzie te punkty za tą męczarnię z Filchem? - narzekała, maszerując na przedzie i zmuszając nas tym samym do dotrzymywania jej tempa potulnym truchcikiem. - Co za, nikt tu nie docenia naszej pracy, a o Booracka to wszyscy się czepiają! I czemu ten gargulec nie otwiera?!
- Eeee... Di... - zaczęła Fiffie. - Musimy powiedzieć hasło.
- A...! No tak.
I powiedziała hasło, a chimera odskoczyła w bok i przepuściła nas na schody.
   W gabinecie dyrektorki Flitwick i McGonagalla już na nas czekali.
   - No, proszę do przodu! - zachęcił nas Flitwick, a my podeszłyśmy do biurka pani dyrektor.
- Tak więc, Weasley, Weasley, Glam i Glam. - Ze znużeniem podrapała się po czole. - Po tym, co wam powiedział profesor Flitwick, nie ma sensu już dłużej tego ukrywać... No więc już od paru miesięcy prowadzimy śledztwo w sprawie zrabowania gabinetu pana profesora Booracka...
- Przepraszam - odezwała się cicho Di. - Ile osób jest zaangażowane w to śledztwo?
- Zaraz do tego dojdę - ucięła McGonagalla. - No więc ja i opiekun waszego domu zleciliśmy kilku skrzatom domowym przeszukanie waszych sypialni w Wieży Ravenclawu w parę dni tuż po włamaniu...
- A dlaczego nie zostałyśmy o tym poinformowane? - dociekała Dominique.
- To chyba oczywiste! - Profesor Flitwick zapiszczał tak niespodziewanie, że aż podskoczyłam. - Żebyście nie schowały dowodów!
- Dziękuję, Filiusie. - McGonagall uniosła dłoń w majestatycznym geście uciszania. - No więc wracając do rzeczy... Skrzaty domowe nie odnalazły niczego w waszych dormitoriach, zaczęliśmy więc podejrzewać iż ktoś ze starszych uczniów zlecił wam...
- Więc to dlatego Boorack podejrzewał puchonów? - wyrwała się znowu z pytaniem Di.
   McGonagall spojrzała na nią ciężkim wzrokiem.
- Profesor Boorack - poprawiła ją. - I nie przerywaj mi Weasley, jeżeli chcesz się czegokolwiek dowiedzieć. - Dominique zacisnęła usta, jakby powstrzymując potok kolejnych pytań. - Otóż po przesłuchaniu piątoklasistów z Hufflepuffu, przekonałam profesora Booracka o ich niewinności, mimo iż słyszano, jak rozprawiali o wysadzeniu gabinetu profesora w ramach żartu, w przeddzień tego wydarzenia... - Naprawdę Paczka Puchonów miała aż takiego pecha, żeby akurat tuż przed napadem "planować" wybuch w gabinecie Booracka? Z trudem powstrzymałam się, aby nie parsknąć śmiechem. - Poza tym jednym nic nie wskazywało jednak na to, by byli powiązani z całą sprawą... Można powiedzieć, że wybrali sobie po prostu najmniej odpowiedni moment na takie żarty i był to czysty zbieg okoliczności! - pani dyrektor ściągnęła brwi i spojrzała na nas surowo. - Przepytałam również Petera Caldwella z Gryffindoru, aby przekonać się na ile Ted Lupin jest powiązany z całą sprawą. Wywiedziałam się dokładnie jakie ubytki i zniszczenia zaszły w gabinecie profesora Booracka i czy można wyciągnąć z nich jakieś wnioski. Zapytałam także panny Ackerley, Pussycat i McDuck oraz Stone, New i Phellps, czy nie zaobserwowały czegoś dziwnego i cała szóstka stwierdziła, że nie. Zrobiłam więc wszystko co w mojej mocy, ale nic nie wskazuje na to, byście warzyły jakiś zakazany eliksir, dostarczały składniki któremuś uczniowi, czy cokolwiek byście z nimi zrobiły. Czy teraz łaskawie mi wyjawicie, o co chodzi?
   Portret jakiegoś dyrektora głośno zachrapał. Wciąż uparcie milczałyśmy, tak jakby ktoś poucinał nam języki. Minerwa westchnęła, po czym dodała o wiele ostrzejszym tonem:
- Czy wy zdajecie sobie w ogóle sprawę z tego, jak tajemnicza jest ta sprawa? Cztery siostry, które kradną nauczycielowi ingrediencje tylko po to, aby nic z nimi nie zrobić?
- Bo nic nie zrobiłyśmy - wykrztusiła nagle Fiffie.
   Teraz wszyscy: McGonagall, Flitwick, Victoire, ja i Dominique, utkwiliśmy w niej oczy i nawet profesor Dumbledore przestał udawać, że śpi w swoich ramach i spojrzał na Fiffie przenikliwie, a mi przez sekundę zdawało się, że w jego oczach zabłysło ostrzeżenie.
   Fiffie chyba sama niedokładnie wiedziała, co chce zrobić, aczkolwiek skoro zaczęła mówić, może jakieś natchnienie pozwoliłoby jej uratować nas z tej sytuacji. Szybko przydepnęłam stopę Domie, by swoim zdziwionym wytrzeszczaniem gał nie zdradzała, że nie wie o co chodzi.
   Flitwick odchrząknął.
- No, dalej panno Glam! Wszyscy jesteśmy bardzo ciekawi.
- Bo... bo... - jąkała się Fiffie. - My naprawdę tego nie zrobiłyśmy! To znaczy... My chciałyśmy... uwarzyć taki eliksir... ale się wystraszyłyśmy po tej całej aferze i...
-...już go nie zrobiłyśmy - dokończyła szybko Dominique.
- Doprawdy? - McGonagall uniosła brwi. - A jaki to eliksir chciałyście uwarzyć?
   Domie i Fiffie zamilkły. Teraz wyglądały tak, jakby przedawkowały róż do policzków Nanny. Brwi McGonagall unosiły się coraz wyżej.
- No dobrze - spojrzała na zegarek. - Już późno... Młodsze Glam i Weasley chcę widzieć u siebie w gabinecie w sobotę o piętnastej i wpół do szesnastej... A was - zwróciła się do mnie i do Vi - w niedzielę w tych samych godzinach. Wtedy będę miała czas, aby przesłuchać was osobno. A teraz jesteście wolne.
   Skinęłyśmy głowami i po kolei zaczęłyśmy wychodzić z jej Gabineciego Królestwa. Po chwili dogonił nas profesor Flitwick.
- Och, zaczekajcie, zapomniałem wam przydzielić punkty za waszą pracę społeczną...! - Odwróciłyśmy się w jego stronę wyczekująco. - No więc Ravenclaw otrzymuje pięć punktów...
- Tylko? - rozczarowała się Di i z powrotem zwiesiła złotą głowę.
-...dla każdej z was - dokończył Flitwick. - A teraz wracajcie do pokoju wspólnego, migiem!
   W pokoju wspólnym nikogo nie było, ze względu na późną porę. Byłoby w nim całkiem ciemno, gdyby nie płomienie trzaskające w kominku i właśnie na fotele przed nim opadłyśmy.
- To co robimy? - pierwsza odezwałam się ja.
- Nie mam pojęcia - westchnęła Vicky. - Chyba musimy coś wymyślić...
- Tylko że się nie da...! - Cała postać Dominique, od złotej grzywki, do stóp zwieszonych smętnie z fotela, wyrażała bezdenną rozpacz i rezygnację. - Fiffie powiedziała, że chciałyśmy zrobić jakąś miksturę, ale przecież McGonagall wie jakie składniki ukradłyśmy! I jak zaczniemy wciskać jej kit, że chciałyśmy zrobić eliksir na ból głowy, to od razu się skapnie, że to chała, bo składniki się nie zgadzają!
- To będziemy musiały znaleźć jakiś drugi eliksir, w którym się wykorzystuje te same składniki? - niedowierzała Fiffie.
- Właśnie, przecież Boorack uczy eliksirów, więc czemu po składnikach nie poznał, że robimy lekarstwo dla jednorożca? - dodałam.
   Zapadła grobowa cisza, aż w końcu przerwała ją Dominique, z wyrazem twarzy, w którym totalna beznadzieja ustępowała nagle miejsca złośliwej satysfakcji.
- Wiesz, Pocky... Może on nie jest wcale takim mistrzem, za jakiego się podaje.
- Pozostaje jeszcze sprawa Cristal - podjęła Vika. - Co z nią? Przenosimy ją w inne miejsce?
- Wiesz co... - Domie opadła na niebieskie poduszki, jakby uszło z niej całkowicie powietrze. - Może po prostu rzucimy dodatkowe zaklęcia ochronne na Kryjówkę? No bo jak na razie nawet nie wiemy co to za zwierzak, to lepiej nie szwendać się z Cristal po lesie...
- Racja - przyznałam. - Trzeba odkryć co to za zwierzak... Ale najpierw przygotujmy się do tych przesłuchań!
   Wszystkie się wzdrygnęły. A potem rozeszłyśmy się do swoich sypialni.
   W dormitorium Julia nadal czytała, Brenda pufkowała, a Lisa spała rozłożona na swoim łóżku w ubraniach. Opadłam na swoje posłanie, trochę jak kamień zatapiający się w wodzie od razu pogrążając się w myślach i nawet nie słysząc jak Brenda wita Victę swoim zwykłym trajkotaniem.
   Dlaczego do obrzydliwej melasy Hagrida Peter nie powiedział nam o tym, że McGonagalla go przesłuchiwała?! I dlaczego Paczka Puchonów nas nie poinformowała, że dyra ich przepytywała przed uniewinnieniem? Może nam to wywrzeszczeli podczas licznych zasadzek na korytarzach, ale byłyśmy tak zajęte uciekaniem, że nie zwróciłyśmy na to uwagi? Nagle w moje rozmyślania wdarł się głos Brendy:
   - A tak w zasadzie Vicky, gdzie ty byłaś?!
- W bibliotece - skłamała szybko Vi.
   Julia oderwała na chwilę wzrok od książki, o ile w ogóle mi się to nie przewidziało.
- Przecież biblioteka jest już dawno zamknięta... - Zmrużyła oczy, patrząc na nas uważnie.
- Siedziałyśmy jeszcze w pokoju wspólnym - odparła Victa chłodno. - Naprawdę musicie być takie podejrzliwe?
   Julia tylko wzruszyła ramionami i wróciła do czytania, natomiast Brenda poczerwieniała jak dorodny pomidor.
- Nie no, coś ty, przecież to Julia cię podejrzewa! Ja nic nie mówiłam, słowem się nie odezwałam, ust nawet nie otworzyłam...!
- Brenda, przecież wiem - ucięła Victoire, biorąc swoją ropuchę Kiriakę, po czym usiadła z nią na swym łóżku i poczęła karmić suszonymi muchami. To podziałało na Brendę o tyle, że odsunęła się od Vi błyskawicznie, ledwo co kryjąc obrzydzenie i powróciła pośpiesznie do hałaśliwej zabawy ze swoim pufkiem.
    Potem obudziłyśmy Lisę i udałyśmy się na Wieżę Astronomiczną na astronomię. Ponieważ wieczór był zimny, a na wysokości panował dodatkowo dojmujący chłód spowodowany ostrymi podmuchami wiatru, poprawiłyśmy ciaśniej granatowo-brązowe szaliki na szyjach, po czym wyjęłyśmy swoje teleskopy, pióra i pergaminy. Niebo było czarne jak dno głębokiej studni, poplamione jedynie szarymi strzępami chmur, które przesuwały się po nim leniwie, to odsłaniając, to zasłaniając niektóre gwiazdy, trzeba więc było się śpieszyć z ich zaznaczeniem na mapie.
   Oczywiście profesor Sinistra jak zwykle pierwsza dostrzegła jakąś gwiezdną kombinację i oświadczyła, że kto pierwszy prawidłowo ją rozpozna i nakreśli na mapie względem księżyca, dostanie Wybitnego. Szybko zajrzałam do teleskopu, bo przydałby mi się Wybitny w tym tygodniu, a już zwłaszcza z astronomii, ale przez okular zobaczyłam jedynie jakieś niezidentyfikowane świecące kropki. A po chwili i tak Julia dokładnie wskazała tę konstelację na niebie i na mapie, podała jej nazwę z całą jej etymologią i zgarnęła za to Wybitnego.
   Profesor Sinistra dalej przechadzała się po Wieży Astronomicznej i wymieniała nazwy gwiazd i ciał niebieskich widocznych na niebie.
   - Nad tamtymi drzewami w Zakazanym Lesie jest wyraźnie widoczny gwiazdozbiór Trzech Sióstr Czarodziejek, a za tamtą chmurą na prawo od księżyca Gwiazda Psa...
   Szybko zaznaczyłam je na mapie, po czym znowu zajrzałam do teleskopu ale nic nie dostrzegłam poza ciemną chmurą. Obróciłam go więc nieco w prawo i ponownie do niego zerknęłam; teraz celował prosto w widoczną połówkę księżyca.
   - I to są w zasadzie wszystkie z ważniejszych gwiazd, które możemy dzisiaj dostrzec... Ach, teraz chmura odsłoniła jeszcze Gwiazdę Jednorożca!
   Co? Gdzie? Wszyscy obrócili teleskopy we wskazanym kierunku. Rzeczywiście, Gwiazda Jednorożca jaśniała tuż nad przesuwającą się chmurą, która raz po raz zasłaniała ją postrzępionym grzbietem, póki nie odpłynęła.
   - Świeci bardzo jasno tej nocy - stwierdziła Sinistra. - Ciekawe, co by na ten temat powiedziały centaury...
- A co to są centaury? - zapytała podekscytowana Brenda, która ani nie łaziła nielegalnie po lesie, ani nie trudziła się zbyt czytaniem książek. Wokół rozległo się kilka prychnięć, w tym najgłośniejsze w wykonaniu Julii i Quirke'a, co Brendę widać bardzo zraniło.
  A ja gapiłam się na Gwiazdę Jednorożca, zadzierając głowę wysoko do góry i dopiero po paru minutach przypominając sobie o teleskopie. 
___________________________________________


No to się zaczyna! Muhahahaha!
Dobrze, już się opanowuję, ponieważ mam ważną informację.
Wczoraj J.K. Rowling oficjalnie obwieściła przydzielenie Jamesa Syriusza Pottera do Gryffindoru, co całej szkoły specjalnie nie zaskoczyło, poza Teddy'm Lupinem z HUFFLEPUFFU, który jest tym bardzo zawiedziony...
Ale nie martwcie się. Mój Teddy jest w Gryffindorze i bardzo się z tego ucieszył!
Dzisiaj mało Teddy'ego, aczkolwiek pewne sprawy musiały zostać wyjaśnione bez jego udziału.
Ale lepiej nie łudźcie się, że wszystko już wiecie...
No dobrze, pozostaje mi już tylko życzyć Wam cudownych, podniosłych i tętniących emocjami pierwszych dni szkoły wypełnionymi przepisywaniem przedmiotowego systemu oceniania z pierdyliarda przedmiotów - i wstawić ten rozdział na osłodę Waszego i mojego marnego, mugolskiego losu...

Nox/*

~ Tita Pocky